Książka

Tutaj możemy porozmawiać swobodnie, o wszystkim co nam tylko przyjdzie do głowy ;))

Książka

Postprzez Casterwill » wtorek, 10 stycznia 2012, 12:56

Hej co kawałek słyszę ,że ktoś chciałby przeczytać trochę mojej książki ,więc postanowiłam dodać pierwszy rozdział. Nie pytajcie dlaczego tak mało. Otóż muszę to wszystko przepisywać z komputera ,który nie posiada czegoś takiego jak łącze internetowe i nie działa tak jak powinien. Zanim odebrałam mamie Netbooka musiałam pisać na komputerze :D
A teraz to wszystko przepisuję na Netbooka i rozsyłam. Tutaj aby nie było zamieszania dodam na forum pierwszy rozdział ,kilka osób już go przeczytało. UWAGA! Proszę nie zwracać uwagi na wstęp tylko na rozdział :) Wstęp jako tako nie wiem czy mi wyszedł czy nie ,po prostu chciałam uchwycić to co czuje samotna matka z wampirzym dzieckiem :) I przepraszam jeżeli jakiś dialog będzie nieuporządkowany ,bo wkleiło mi się dość źle i musiałam wszystkie dialogi porządkować od nowa ,lub stawiać akapity.


Tracy siedziała w ławie oskarżonych czekając na swoją kolej. Przed nią
było jeszcze kilka innych kobiet. Samotnych matek takich jak ona. Matek które chciały chronić swoje dziecko mimo tego ,że było inne. Zupełnie inne. Tracy Mirocuri to wdowa. Nie taka zwykła. Była aniołem. Aniołem który wdał się w romans z wampirem. Nie można tego nazwać "wakacyjną przygodą" ,ani "ciekawym flirtem". Kochała swego męża ,a on kochał ją. Aż do czasu jego śmierci. Poległ w bitwie niezależnych wampirów i aniołów. Anioły od wieków żyły w nieporozumieniu z wampirami. Uważały ,że to istoty bez serca i uczuć. Tracy jednak znała prawdę. Kilka lat temu jak opuściła swój dom w poszukiwaniu pracy poznała jego. Na początku darzyła go wielką niechęcią i wrogością. On siedział za biurkiem ,a ona była jego podwładną. Pewnego dnia przyszła do jego biura odłożyć papiery do podpisu ,zauważyła ,że był przygnębiony. Nienaturalnie blady i smutny. Wyglądał jakby nie spał od tygodnia.

- Co się stało? Nalać panu kawy? - zapytała Tracy.

- Nie ,dziękuję. - odparł - Ale chętnie bym się czegoś napił - rzekł z goryczą.

- Mogę zaproponować panu herbaty lub wody. - powiedziała. Mężczyzna pokręcił zasadniczo głową.

- Widzi pani tę dziewczynkę na zdjęciu? - zapytał.

- Tak ,jest śliczna.

- To moja córka ,zginęła trzy lata temu. Dzisiaj jest rocznica jej śmierci.

Tracy nie mogła się oprzeć pokusie dalszemu przyglądaniu się zdjęciu ,więc wzięła je do ręki.

- Przykro mi. - Szepnęła - Może będę w stanie panu jakoś pomóc? Wezmę za pana dzisiejszą zmianę w szpitalu. A pan niech lepiej idzie do domu i odpoczywa.

- Dziękuję ,jest pani bardzo miła ,ale nie skorzystam z tej oferty.

- W takim razie nie mogę panu więcej pomóc. - skłamała. Anioły posiadały dar leczenia ludzi. Fizycznie i psychicznie. Był to duży wysiłek ,ale opłacalny. Równie dla aniołów jak i dla ludzi. Tracy właśnie próbowała przebić się przez jego aurę. Nie działało. "Może jest bardzo otępiały lub przemęczony" - pomyślała.

- Ma pani dzieci? - tym pytaniem szef wyrwał ją z transu.

- Nie proszę pana ,nie mam. Nie jestem nawet mężatką.

- Ile ma pani lat?

- Kobiet nie pyta się o wiek. - Zażartowała.

- Faktycznie ,przepraszam. - Uśmiechnął się.

Tracy jeszcze raz zaatakowała jego aurę. Uczepiła jej się kurczowo. Niestety na nic. Aura była silna. Zupełnie jak nie u człowieka. Aż ją kusiło ,aby w tej właśnie chwili pokazać byłemu ojcowi swoje skrzydła i prosić ,żeby znalazł w nich pocieszenie. Anioły to doskonali słuchacze. Myślała ,że mogłaby tak słuchać każdego. Jednak teraz miała ochotę wyjść z tego pomieszczenia i zamknąć się w ciemnym pokoju bez drzwi i okien. Chciała przeanalizować wszystko co powiedział jej pan Mirocuri. Jednakże wiedziała ,że on to potrzebuje pocieszenia ,nie ona.

- Jak się nazywasz? - zapytał.

- Tracy ,proszę pana. Tracy Luna.

- A ,więc pani Luna ,czy moglibyśmy przejść na ty? W tym szpitalu nie ma nikogo komu mógłbym się wyżalić ,a ty wydajesz się miłą osobą. - uśmiechnął się.

- Czyli od dzisiaj mówisz do mnie Tracy ,a ja do ciebie Hyde? - zapytała nieco zdezorientowana. Ta rozmowa przypominała trochę rozmowę małych dzieci próbujących się zakolegować.

- Miło mi cię poznać ,Tracy. - Mnie również miło Hyde. Oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. Sytuacja z początku była trochę napięta ,lecz później wszystko szło gładko. Okazało się ,że Hyde tak samo jak ona jest fanem muzyki klasycznej i lubi rysować. Po jakimś czasie zaczęli się spotykać. Tracy dobrze pamiętała każdą chwilę spędzoną z nim. Kiedy jej się oświadczył była zszokowana. Jak ona mu powie o swoim sekrecie? Czy da radę żyć wiecznie z mroczną tajemnicą? I jak mu wytłumaczy brak zmarszczek i oznak starości za czterdzieści lat? Anioły przecież się nie starzeją ,są nieśmiertelne. Musiała go zbyć. Chociaż go kochała ,musiała chronić sekrety swych pobratymców. Pewnego dnia kiedy zaprosił ją na wspólne dekorowanie wigilijnego ciasta nie wiedziała ,że wyjawi jej coś czego wyjawić bała się jemu ona sama.

- Posłuchaj... - zaczął.

- Tak? - Nie możemy się dłużej spotykać.

- Dlaczego? -zatkało ją.

- Ponieważ jesteś aniołem.

To ją zdruzgotało. Miała ochotę zemdleć ,ale tacy jak ona nie mdleli.

- O czym ty mówisz? Jakim aniołem? - broniła się.

- Nie udawaj. Próbujesz przebić się przez moją aurę odkąd się poznaliśmy.

- Skąd... Skąd o tym wiesz?

- Ominęłaś jeden ważny szczegół. Nie zauważyłaś ,że nie jestem człowiekiem? Zatkało ją po raz kolejny , nie potrafiła sobie tego przyswoić do umysłu.

- A k-kim? - jąkała się.

- Przecież już znasz odpowiedź. Nie rób z siebie idiotki. - Szepnął jej do ucha. Tracy usiadła na kanapie.

Wszystko nagle stało
się szare. Szczęśliwe dni minęły ,a dawne marzenia o prawdziwej rodzinie legły w gruzach. "Wiesz ,że i tak wyjdzie na to samo Tracy ,zakończysz ten paranormalny związek" - pomyślała.

- Wampirem. Zimnym ,bezkrwistym i z lodowatym sercem. - jęknęła.

- Tracy ,wiesz ,że tak nie jest. Kocham cię. Ty kochasz mnie. Ale wiesz ,że nie możemy tak dłużej ciągnąć. Zanim cię rozgryzłem minął prawie rok. Uwierz mi nie było łatwo ,jeżeli zostaniemy dłużej będzie jeszcze trudniej.

- Nie jeśli pozostaniemy w ukryciu.

- Co masz na myśli?

- To ,że się kochamy nawzajem jest tego dowodem. Nie możemy tego lekceważyć. Naprawdę.

Miesiąc później wzięli ślub. Ich małżeństwo było szczęśliwe i zbawienne. Niestety Hyde został wezwany do walki z niezależnymi wampirami. Miał walczyć u boku aniołów. Ona też miała stawić temu czoło i ramię w ramię walczyć ze swoją rodziną. Pytanie tylko : Co zrobią jak zobaczą obrączkę na jej palcu? Ten ludzki zwyczaj przejęły wampiry ,ale nie anioły. One nigdy nie zawierały związków małżeńskich. I wtedy się zaczęło. Kiedy Tracy zaszła w ciążę nie mogła walczyć ,ale Hyde mógł. Anioły odkryły ,że jest on mężem anielicy w stanie błogosławionym. Czytali jego listy ,wszystkie po kolei. Ukarali go obozem karalnym ,ale jako ,że trwała wojna nie mógł on teraz do niego trafić. Miał walczyć. Być w gotowości. Zanim służby specjalne przybyły na miejsce ,córka Tracy była już na świecie. Elena miała śliczną twarz ,strasznie bladą cerę i niebieskie oczy. Co było u wampirów rzadkością. Tracy nigdy nie widziała tak przerażająco pięknego dziecka. A miała ona niespełna dwa miesiące. Dzisiaj zabrali jej Elenę ,postawili przed sądem i wynagrodzili obozem karnym. Córeczka miała trafić do któregoś z członków rodziny. A fakt ,że ojciec poległ w bitwie ,był jednym z gorszych. Jeśli stwierdzą ,iż dziewczynka jest groźna zabiją ją. Jeżeli nie oddadzą ją do sierocińca lub do rodziny zastępczej. Tracy wiedziała ,że rodzina zastępcza dla Eleny nie będzie niczym dobrym. Wręcz przeciwnie. Niestety inni sądzili ,że tak będzie najlepiej. Brak ojca powodował komplikacje. Nie martwiła się o siebie. Martwiła się o swoją malutką córeczkę. Jak ona sobie poradzi? Czy ludzie ją zaakceptują? Czy znajdzie wsparcie wśród wampirów? Czy jeszcze kiedyś w ogóle ją spotka? Na te pytania nikt nie znał odpowiedzi.

- Elena Luna-Mirocuri proszona na salę. - z rozmyśleń wyrwał ją głos kobiety. Kiedy weszła na salę wszyscy patrzyli na nią z pogardą. Kolejny bezsensowny proces sądowy ,który i tak wiadomo jak się zakończy.

- Pani Mirocuri ,czy zgadza się pani z oskarżeniem.

- Tak wysoki sądzie. - Czy ma pani coś na swoją obronę? - Nie wysoki sądzie.

- W takim razie proszę o unieruchomienie procesu na czas wezwania świadków ,a oskarżoną proszę umieścić na czas nieokreślony w Obozie Karalnym.

- A co z moim dzieckiem?! - wyrwało jej się.

- Elena Mirocuri trafi do rąk ojca. - Odparł sąd beznamiętnie.

- Że jak?! Jej ojciec nie żyje to szaleństwo! - Zaczęła krzyczeć. "Opanuj się. Im bardziej cię ponosi tym bardziej szkodzisz Elenie" - przemówiła do siebie w myślach.

Rozdział I

Nastał właśnie dla mnie zbawienny czas zwany weekendem. No nie do końca taki zbawienny. Dzisiaj wieczorem zostałam zmuszona do pójścia na dyskotekę szkolną. Nienawidziłam tych oto dyskotek z wielu powodów. Tym razem był to bal dla pierwszej klasy liceum. Wyjaśnię teraz dlaczego nie lubię bali ,czy dyskotek szkolnych. Z powodu mojej bladej cery i różowego pasemka na tle czarnych włosów ,często się ze mnie śmieją. Do mojego imagu słodkiej wampirzycy nie pasują jedynie niebieskie oczy. Większość wampirów ma je brązowe ,a nie niebieskie. Dlatego trudno mnie rozpoznają przedstawiciele tego samego "gatunku". Co prawda oczy są ogromne jak u większości nieśmiertelnych istot ,ale są niebieskie. Zazwyczaj oczy innych wampirów były brązowe ,lub różowe. Ci którzy mieli różowe oczy (czasami jako wyjątek ,nawet czerwone) musieli się ukrywać. Nieliczni posiadali moce zmiany wizerunku ,ale tylko drobnych szczegółów. Takie jak przebarwienie włosów ,czy rozjaśnienie koloru oczu. W tym przypadku oczy różowe stałyby się olejowe ,a czerwone beżowe. O ile to możliwe ,mają także zdolność kamuflowania się. Kamuflaż w świecie wampirów oznacza wtapianie się w tłum za pomocą rozmycia konturów swojej sylwetki. Najczęściej używają tego wampirze nastolatki ,by dostać się do klubu. Tą zdolnością nie pogardzą ,też myśliwi. Myśliwymi nazywamy tych którzy zabijają swoją ofiarę. Polują na nią. Wyznaczają sobie cel i bawią się nią. Używają ludzi do rozrywek. I to nie tylko w celach damsko - męskich. Moim zdaniem jeżeli ktoś tak sądzi ,to za dużo naoglądał się "Pamiętników Wampirów". Używają ich do zbawienia kolejnych ofiar ,lub do usługiwania im. Prania,sprzątania i zwłaszcza do zamaskowania "brudów" po swoim ostatnim polowaniu. Ja pochodzę z zupełnie innego gatunku wampirów. Mój tata mówi ,że my jesteśmy "ci łagodni i dobrzy",ale ja uważam to za absurd. My ,dobrzy i łagodni zostawiamy ofiarę przy życiu. Jak ukąsimy kogoś w szyję ,stopę czy ucho to i tak nie będzie tego pamiętał. Nasz jad zawiera jakiś środek ,który pozwala nam otumanić krwiodawcę do tego stopnia ,że nic ,a nic nie będzie pamiętał. Ja taka nie jestem.I to w wielu sprawach. Jestem za tym ,aby przysyłano nam pożywienie z banku krwi. Albo jeżeli to możliwe to zgapić pomysł od wampirów ze zmierzchu i zacząć polować na zwierzęta. Tyle tylko ,że te są bardzo płochliwe i potrafią nas rozpoznać. Mówiłam już o tym jak bardzo się różnię od innych nieśmiertelnych. Zasadnicza różnica polega na moim wyglądzie ,ale to nie wszystko. Przeciętny wampir rośnie do 17 roku życia. Ja przestałam rosnąć w wieku 15 lat i wyglądam jakbym miała 19 lat. Wysoka ,chuda z średnim biustem i wielkimi niebieskimi oczami. Tak mogliby mnie nazywać w szkole. Przyznam ,że to nawet by mi się podobało ,ponieważ jestem w stu procentach zadowolona ze swojego wyglądu. Głównie dlatego ,że mam bzika na punkcie ciemnego różowego i czerwonego. Gdyby można było połączyć te dwa kolory to byłabym pierwszą która by je zaczęła nosić. No ,ale do rzeczy. Zaczęłam opowiadać o tym jak inne wampiry potrafią zmieniać wygląd. Ja potrafię zmienić cały wygląd. Nie farbowałam włosów ,sama zmieniłam jedno pasemko na kolor różowy. Nie raz zmieniłam je z różowego na czerwony. Często się wygłupiam i żartuję z tej zdolności. Lecz to poważna sprawa. Nie można tego lekceważyć. Tata mówi ,że jestem bardzo utalentowana ,to wszystko. Jeżeli do talentów można zaliczyć poruszanie przedmiotami siłą woli i zmienianie wyglądu kiedy mi się żywnie podoba ,to rzeczywiście wszystko jest na swoim miejscu. Ale ja wiem ,że tak nie jest.

Doskonale pamiętam scenę kiedy pierwszy raz pokazałam tacie się w innej
postaci.
Przyszłam wtedy z przedszkola. Przed wyjściem z niego rozmawiałam z
moją przyjaciółką Demestriadem. Demestriadem to ruda dziewczynka w
okularach wielkości piłeczek golfowych

Miała piegowatą twarz i rumianą cerę. Tata mnie wreszcie odebrał i w
aucie rozmawialiśmy na jej temat.

- Nie uważasz ,że Dem jest fajna? - zapytałam.

- Dem? A któż to taki? - zaczął drążyć tym swoim śmiesznym
głosem.

- Demestriadem. To moja przyjaciółka.

- Kolejna? Ile ich już masz?

- Po prostu łatwo nawiązuję znajomości.- Mruknęłam.

- No i co tam robiłyście dzisiaj z Dem?

- Bawiłyśmy się w latanie. Ja byłam wróżką ,a ona aniołkiem.

- I jak było?

- Super! Jutro mamy spotkać się na kiermaszu.

- Na kiermaszu?

- No tak ,jutro jest kiermasz w przedszkolu!

Tata właśnie zaparkował i wysiadłam z auta.

- Nie puszczę cię tam samej. Pójdę z tobą.

- Nie! Jestem już duża!

- A jak się zgubisz?

- Dem będzie z mamą ,ona nas przypilnuje!

- Jak ją znajdziesz w takim tłumie?

Wyjął klucze i włożył je do zamka. Otworzył drzwi. "Wskoczyłam" do
klatki.

- Jest bardzo rozpoznawalna. Ma rude włosy jak marchewka. I duże ,duże
oczy! To przez okulary! Taaaakie wielkie! - pokazałam dłonią objętość
okularów.

- Eleno nie możesz po prostu pójść tam razem ze mną?

- Nie! Bo to wstyd. Z resztą mogę ci pokazać jak ona wygląda! Wtedy sam
się przekonasz i mnie puścisz!

Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie Demstriadem. Długie ,rude loki.
Wielkie oczy z okularami na nosie. Zielona bluzeczka i do tego spódniczka.
Niemal czułam jak piegi zaczynają pokrywać moją twarz. Tatuś
,przyglądał mi się jakbym była czymś nadzwyczajnym " ,a przecież to
normalne" - tłumaczyłam sobie. Wyglądał na zmieszanego. Co się
właściwie stało? Kto przed nim teraz stał? Jego córka ,czy jakaś obca
dziewczynka? Myślała ,że z powodu napięcia się popłaczę.

- Czy ja zrobiłam coś źle? - zapytałam i wróciłam do swojej postaci.


- Tato! - wołałam - Tatusiu! Co się stało? Jesteś na mnie zły? Czy
się mnie boisz?

Stał w bezruchu. Pewnie przeżył szok. Patrzył mi w oczy. Czułam się
dziwnie. Jakbym zrobiła jakąś niewyobrażalnie złą rzecz. Ku mojemu
zdziwieniu ukląkł i zapytał :

- Nic ci nie jest?

Pokręciłam głową.

- To dobrze. Nie martw się to na pewno przejdzie. Wszystko będzie dobrze.


Przytulił mnie.

- Ale... - pisnęłam - ja nie chcę ,aby przeszło! To coś fajnego ,takie
przebieranki. Fajnie jest udawać kogoś innego. A jeszcze fajniej
zmieniać wygląd.

- Od kiedy tak potrafisz? - zapytał. Nadal staliśmy na klatce ,a tam nasz
głos niósł się echem. Ojciec wziął mnie na ręce i podszedł do
naszych drzwi wyjmując klucze. Ktoś móglby usłyszeć naszą rozmowę.

- Kiedy pierwszy raz przyszłam do przedszkola. Bawiliśmy się wtedy w
udawanki. Ja udawałam Karę ,a Kara mnie. No i ona ,gdy mnie zobaczyła
popłakała się.

Weszliśmy do domu. Tata zaczął dzwonić po różnych ludziach. Pytał o
jakąś Tracy. I czy mógłby z nią porozmawiać. Jakoś mnie to
specjalnie nie zainteresowało ,bo zaczęłam "lulać" do snu moją lalkę.
Na koniec dnia ojciec zaprowadził mnie do "takiego dziwnego pana o
duuuużych skrzydłach" ,aby mnie obejrzał. Kazał mi przybrać czyjąś
postać. Ponownie wybrałam Demestriadem. Patrzyli na mnie obaj. Zdziwieni.
Zszokowani. Pamięta tylko kawałek ich rozmowy.

- Czego się spodziewałeś? To dziecko dwóch różnych ras! Nie
braliście z Tracy tego pod uwagę?

- Oczywiście ,że tak. Tylko nie przypuszczaliśmy ,że będzie mogła
robić... takie rzeczy. Myśleliśmy bardziej ,że nie będzie posiadała
wampirzych zdolności. Że będzie bardziej podobna do człowieka ,albo
anioła.

- Oni będą za nią gonili. Prawdopodobnie jest to bardzo rozwinięta
zdolność metamorfozy.

- Chyba widzę?! Nie mów mi czegoś co już wiem! Chcę wiedzieć ,jak ją
z tego wyleczyć! Nie pragnę dla niej takiej przyszłości jak moja i
Tracy!

- Nie gorączkuj się ,Hyde. Rząd wydał wyrok trzy miesiące od jej
narodzinach. Dziecko jest niewinne. Wyroku nie da się cofnąć. Chyba ,że
zacznie używać tego w celach groźnych dla naszych obu ras.

- To jeszcze dziecko! Jakim cudem mogłaby nam zagrażać?

- Oni zawsze znajdą sposób. Nawet na to ,aby wyeliminować nieistniejące
zagrożenie.

- Dzięki bardzo mi pomogłeś ,a teraz może omówimy kwestię jej
ukrycia?

Nie wiem czemu miała służyć ta rozmowa. To wszystko teraz było
takie... Zamglone.
Najdziwniejsze było to ,że na drugi dzień tata wypisał mnie z
przedszkola i postanowił mnie uczyć w domu. Powiedział ,że tak mnie
lepiej nauczy literek i cyferek.
Uczyłam się w domu zamiast chodzić o podstawówki. Później kiedy tata
chciał mnie puścić do pierwszej klasy liceum była z szokowana. A to nie
było w cale tak dawno. Jakieś trzy miesiące temu.

- Żartujesz? - zapytałam nieco zdziwiona.

- Nie. Czas abyś uczyła się z rówieśnikami.

- Do liceum idzie się od 16 roku życia ,jakbyś nie zauważył. Ja mam
lat 15. Nie szesnaście. P I Ę T N A Ś C I E.

Przeliterowałam mu. Ze zdziwienia moje włosy ze z zdziwienia jakie
zafundował mi ojciec całkowicie zamieniły barwę na blado - niebieską,a
oczy zaczęły nerwowo zmieniać kolor. Może to i dziwne ,ale czułam
kiedy moje ciało przybierało jakąś inną postać ,czy kolor.
Odczuwałam to dogłębnie. Jakby włosy były unerwione. Tak samo z
oczami.Często nie panowałam nad swoimi mocami.


- Dlaczego nie chcesz iść do liceum? Tam są już dojrzali ludzie którzy
chcą się tylko kształcić. Na pewno nie będą zwracać uwagę jeżeli
podczas którejś lekcji zmienisz się w nauczycielkę.

- To miał być żart? Bo coś ci nie wyszedł. O ile pamiętam to ty
chciałeś mnie chronić przed złymi agentami CSI.

- Zrozum. Chciałbym abyś spędziła trochę czasu z rówieśnikami.
Liceum nie będzie takie straszne jak sobie wyobrażasz.

Widziałam wiele filmów o liceum. Widziałam jedzenie fruwające po
stołówce. Dilerów handlujących po cichu na korytarzach. Kradzieże i
niemili licealiści. Mówiąc niemili mam namyśli cheerleaderki ,które
strasznie traktują inne dziewczyny ,walcząc o terytorium. Jeżeli
któraś ich nie podziwia wciągają je bezmyślnie do swojej grupy i
usuwają resztki zagrożeń czyniąc z niej pannę w pomponach. Widziałam
również facetów którzy romansowali z czterema dziewczynami na raz.

- Nie chcę stać się cheerleaderką...

- Pomyliły ci się kraje ,Leno. Oglądasz za dużo filmów amerykańskich.
Przez to masz jakieś wyobrażenie nie wiadomo jakie o programie nauczania.



- Po pierwsze nie lubię kiedy mówisz do mnie Lena. Jestem Elena. Po
drugie wiem jak tam jest. Czytałam historie dziewczyn które były
poniżane i bite.

- Ciebie to na pewno nie spotka. Za tydzień poznasz się z nową klasą.
Co ty na to?

- Nie. Nie chcę. Chcę zostać w domu!

Włosy zaczęły powoli przybierać barwę czerwoną. Oczy nie przestawały
zmieniać koloru. Z tatą była szyba. Widziałam się w niej doskonale.
Wyglądałam jak dziewczyna z filmów science - ficton. "Przybyłam tu by
ratować planetę omega trzy..." - ten tekst teraz opisywał mnie
dokładnie.

- Eleno ,nie denerwuj się po prostu moim zdaniem tak będzie najlepiej.

- Najlepiej? Dla kogo?

- Posłuchaj muszę teraz coraz częściej chodzić do pracy. Nie będzie
mnie z dobre 12 godzin dziennie. Nie chcę abyś cały czas siedziała w
zamknięciu. Po resztą ,pamiętaj ,że ledwo co ukończyłem pierwszą
klasę liceum i obawiam się w tym momencie o twoją edukację.

- No dobra ,a na ile tam idę?

- Na dziesięć miesięcy.

- Co?!

Teraz moje włosy przybrały kolor intensywnej czerwieni. Oczy przybrały
zupełnie biały odcień. Jeżeli on to przeżyje to cudem.

- Chcesz mnie wysłać do jakiejś budy na dziesięć miesięcy?!
Oszalałeś?! Przecież oni mnie zabiją! Będziesz miał martwą córkę!
Miło ci będzie patrzeć jak wracam oblana mlekiem ze szkoły?!!


Zaniemówił. Wiedział ,że tego nie chciałam. Zobaczyłam w jego oczach
zmieszanie. Smutek. Smutek? To ja powinnam być smutna!

- Do końca tygodnia będziesz miała nowe książki i zeszyty. Wykombinuj
tornister.

Po tych słowach wyszedł z mojego pokoju.

A więc podsumowując to ostatnie wydarzenia z przeszłości były
całkiem... Zaskakujące. Nie wiem nawet jak to lepiej określić. Skupmy
się na teraźniejszości. Dzisiaj była dyskoteka.
Równie dobrze mogłam usiąść na krześle i siedzieć tak do 20:00. Ale
był jeden plus. Mogłam zmienić swój wygląd całkowicie i się trochę
pobawić. Planowałam wymyślić sobie ubranie. Miałam aktualnie na sobie
niebieskie dresy. Okej. Dyskoteka zaczyna się o 19:00 i prawdopodobnie
kończy się o 19:30 lub o 20:00. Krótka ponieważ nikt tam nie tańczy.

Do mojej bladej cery świetnie pasje róż i czerwień. Ale dzisiaj
przybędę w zupełnie innej gamie kolorów. Zamknęłam oczy. Wyobraziłam
sobie siebie w niebieskim topie bez ramiączek. Zamiast dresów miałam na
sobie stylowe lampy z delikatnej szmaragdowej tkaniny.
"To przecież impreza ,mogę trochę poszaleć" - pomyślałam. W kilka
sekund na moich stopach pojawiły się srebrne szpilki które ostatnio
widziałam w jakiejś gazecie. Żeby było ciekawiej długie rzęsy
zdobiły moje powieki ,a paznokcie posiadały urozmaicone wzory.
Wyglądałam pięknie! Nawet nie wiedziałam ,że kiedyś się tak
odstawię na dyskotekę szkolną.
Zeszłam na dół ,tata czytał gazetę na kanapie. Widocznie znowu
czekał na swoich kolegów z pracy ,aby pójść na polowanie. Ojciec był
bardzo towarzyski. Pewnie odziedziczyłam tę cechę po nim.

- Dokąd idziesz tak ubrana?

- Mówiłam ci na imprezę do szkoły. Będę od dwudziestej.

- Jest za dziesięć dziewiętnasta ,będzie tak krótko?

- Tato byłam już na jednej takiej imprezie i trwała półgodziny. Więc
nie obiecujmy sobie za dużo dobrze?

Odłożył gazetę i popatrzył na mnie.

- Polowałaś w tym tygodniu? Może chcesz zostać i się z nami napić?
Pomożemy ci.

- Nie dzięki. Zapoluję jutro ,z samego rana.

- Dać ci na taksówkę?

- Co ty taki dzisiaj troskliwy? Coś się stało?

- Nie ,po prostu się martwię o swoją córkę. Czy to takie dziwne?

- Nie musisz się martwić ,bo idę do S Z K O Ł Y - miejsca w którym
wszystko jest takie nudne ,że nawet droga do niej wydaje się nudna ,więc
żaden facet z bronią nie zaatakuje mnie w nudnej drodze do szkoły ,w
obie ,że zanudziłby się na śmierć.

- No dobrze ,a wzięłaś komórkę?

- Tak. Naładowana i nie wyciszona. Wzięłam w razie czego klucze ,a
kurtkę mogę sobie zrobić w każdej chwili. Nie przeziębię się tak
ubrana. Jeżeli muzyka będzie za głośna wyjdę z budynku. Coś jeszcze?


- Cieszę się ,że pamiętasz wszystkie zasady. No to widzimy się o
dwudziestej.

- Okej ,pa.

Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam w drogę.

Rozdział II

Rozdział drugi może dodam dzisiaj ,jak będę miała siły na przepisywanie!
Casterwill
 
Posty: 981
Dołączył(a): niedziela, 18 grudnia 2011, 19:32

Postprzez » wtorek, 10 stycznia 2012, 12:56

 

Re: Książka

Postprzez Casterwill » piątek, 13 stycznia 2012, 16:33

Nie wiem dlaczego tata tak się o mnie bał. Nic się nie stało w czasie kiedy szłam do szkoły. No dobra jeszcze nie doszłam tak zupełnie ,bo zostało mi jeszcze otworzyć drzwi i wejść. Raz się żyje.

- Na co tak czekasz? - dobiegł mnie głos Fox. Stałam przed drzwiami i trzymałam klamkę. Jeszcze nie weszłam.

- Na nic. - zrobiłam jeden krok i stanęłam na miękkiej wykładzinie. Dziewczyna poszła za mną. Fox Kilney chodzi ze mną do klasy. Jest dobrą uczennicą ma same piątki. Wysoka i szczupła. Jej rudawe włosy z lekkim odcieniem brązu dobrze kontrastowały z jej niebieskimi oczyma. Zdrowa cera ,lekko opalona po wakacjach w Egipcie "Każdy musiał wiedzieć gdzie była Fox" - pomyślałam. Jednak delikatna uroda i dobre oceny mogły często zmylić - panna Kilney była wredna dla wszystkich. Jej team składał się z samych najlepszych uczennic ,które były tak samo piękne jak ich oceny. W tym teamie brakowało tylko mnie. Też od początku roku łapałam same piątki ,ale Fox potraktowała mnie jako konkurencję ,nie tylko w nauce ,ale i w życiu towarzyskim. Myślałam ,że natrafię na panny z pomponami i ćpających chłopaków. Pomyłka. Natrafiłam na coś gorszego. Na Fox i jej grupkę.

- Hej ,Fox. - Zagadnęłam - Do której ma trwać dzisiejsza impreza?

- Po co ci to wiedzieć? Masz zamiar czekać do północy i przemienić się w wilkołaka? Daj spokój wiem ,że jesteś z nimi spokrewniona. - Powiedziała z wrogim uśmieszkiem.

- Bardzo śmieszne ,uśmiałam się po pachy. A z resztą to na pewno będzie trwało krócej niż do dwudziestej.

- Skąd wiesz? Wróżki ci powiedziały?

Przez moje różowe pasemko byłam postrzegana dziwnie. No i przez to jak Fox zobaczyła ,że rysuję swój portret z kłami ,które mogły widnieć spokojnie na wierzchu. Nie ukrywać się gdzieś między zębami. Mimo wszystko lubiłam swoje kły. Chociaż sprawiały tyle kłopotu - byłam dumna z tego ,że mogę je nosić. Tak jak z pasemka. Jeżeli bym je usunęła to skończyłyby się moje problemy. Oczywiście z tydzień musiałabym się przemęczyć słuchając uwag typu : "Hej blada twarz ,gdzie jest twoja różowa glizda?". Wytrzymałabym to. Średnio mnie lubili w tej szkole. Jestem tutaj zaledwie trzy miesiące i już wymyślili mi miliony przezwisk : Blada twarz ,wielka gała , matka glizda (od mojego pasemka) ,kuzynka wampira i tym podobne.
Poszłam na górę. Słychać było już odgłosy balowania. Weszłam do sali. Wszyscy zaczęli przyglądać się mnie. Poczułam się jak na prywatnym występie. Nie spodziewałam się takiej reakcji na mój ubiór. W ogóle się nie spodziewałam żadnej reakcji.

- Hej ,od kiedy nie ubierasz się na różowo? - zapytała mnie jakaś dziewczyna ,której imienia nie pamiętam.

- No... Nie wiem ,coś mnie wzięło na inną gamę kolorów. - Ledwo panowałam ,aby utrzymać kolor mojego pasemka na różowy. Zamiast się różowić ,ze wstydu lub zaskoczenia ,ja oczywiście muszę zmieniać kolor włosów.

- Nawet ci do twarzy w tym kolorze - wskazała na bluzkę i lampy.

- Dzięki. - ruszyłam w stronę krzesełek ,aby usiąść i nagle coś mnie złapało.

- Chwileczkę - Fox trzymała mnie za ramię - skąd masz te buty? Widziałam je w Teen Vouge jako jedne z najdroższych butów świata. Ja pamiętam je doskonale. Marzyłam o nich od kiedy je zobaczyłam! Kosztują sześćdziesiąt milionów dolarów!

- Musiałaś je pomylić z innymi butami. - Wykręcałam się. Zaczęłam powoli zmieniać wygląd butów. Wyglądały coraz bardziej tandetniej. Zamiast przezroczystych kryształków miałam teraz plastikowe podróbki. Spod podeszwy wylatywał klej ,a kolor był nieco poszarzały.

- Faktycznie - puściła moje ramię - ciebie i tak byłoby na to nie stać. Musiałabyś je ukraść. - Odetchnęłam z ulgą. Od tej pory będę uważać na to co "ubieram". Już raz zaliczyłam taką wtopę ,tylko z naszyjnikiem. Naszyjnik Hrabiny Cosel z wystawy w muzeum. Także nie pamiętałam gdzie go widziałam ,ale bardzo mi się podobał. Każdy pytał się mnie czy go ukradłam. Jedna nauczycielka podejrzewała mnie o kradzież. Ale szybko ozdobiłam naszyjnik z tyłu napisem "Made in China" i pokazałam nauczycielce.

- Dzięki za komplement. - Mruknęłam.

Usiadłam na krzesełku i przyglądałam się jak reszta podpiera ściany. Chodziło tu głównie o to ,aby samorząd uczniowski nie czepiał się ,że mamy za mało atrakcji w szkole. Mam ochotę powiedzieć im ,że takie atrakcje to mogą sobie włożyć głęboko w... Jakiś otwór.
Nie znałam tutaj większości osób. Ponadto nie znałam połowy mojej klasy. Pierwszą połowę stanowiła Fox i jej dziewczyny. Druga połowa pozostała dla mnie obca. Podeszłam do stolika z przekąskami. Wybrałam sok pomarańczowy. Nalałam trochę do papierowego kubeczka ,gdy nagle wpadł na mnie jakiś chłopak. Sok wylał mi się na bluzkę.

- Hej! - wrzasnęłam - Jak leziesz!

Chłopak uniósł głowę. Średniej długości brązowe włosy okalały jego bladą cerę. Brązowe oczy patrzyły na mnie ze zdziwieniem jak i z przerażeniem. Miał na sobie luźną czerwoną koszulę i krawat. Czarne jak smoła jeansy pasowały do butów. Jednak coś mnie w nim niepokoiło. Spod pięknego brązowego koloru jego oczu wyciekała lekka czerwień. Chłopak przyglądał mi się z taką samą intensywnością jak ja jemu. Tylko wampir jest w stanie rozpoznać swojego. Ja właśnie rozpoznałam. I wydaje mi się ,że on też.
Moje niebieskie oczy mogły go zmylić ,ale nie wyglądało na to ,że wpadł w pułapkę nieskazitelnej niebieskiej barwy.

- Hej jestem Elena - powiedziałam.

Wampir gwałtownie odwrócił się poszedł w kierunku drzwi. Po chwili już go nie było.
Każdy patrzył na mnie. Ja stałam jak wryta. Wampir. Wampir w szkole do której chodzę. Wampir! To mnie nie powinno dziwić. Przecież widuję kolegów taty kiedy idą na polowanie. Jednak to jedyne wampiry jakie widuję. Nie przywykłam do widywania wampirów w swoim wieku ,a w szkole tym bardziej.

- Co mu zrobiłaś? Zaczarowałaś? - rzucił ktoś z widowni. Po chwili wszyscy wybuchnęli śmiechem.

- Nie wiem. - szepnęłam. Co ja mu takiego zrobiłam? Dlaczego uciekł? Dlaczego nie chciał ze mną pogadać? Było tylko jedno wyjście. Rzuciłam się na drzwi. Wybiegłam na korytarz. Zamiast super odjazdowych szpilek miałam właśnie teraz adidasy. Biegłam prosto ,przed siebie aż do wyjścia. Zamajaczyła mi tam jakaś sylwetka. Po chwili znalazłam się przy wyjściu. Niewyraźną sylwetką nie był tajemniczy chłopak ,ale nauczycielka.

- Nie wolno biegać na korytarzu - nakazała.

- Tata po mnie przyjechał - wysapałam - powiedział ,że nie może parkować na ulicy i żebym się pośpieszyła.

Nauczycielka przepuściła mnie ,a ja pobiegłam dalej ,prosto przez ulicę mijając samochody. Wampira nie było śladu widać. Szłam cały czas prosto. W pewnej chwili zapadła zupełna ciemność. Moje oczy widziały nadal bezbłędnie. Po dłuższej wędrówce uznałam ,że nie znajdę pana tajemniczego i postanowiłam wrócić do domu na skróty. Przez lasek. Zrobiło się trochę zimno więc zmieniłam top w ciepłą bluzę z długimi rękawami.
W lasku było jeszcze ciemniej niż w uliczkach którymi szłam. Oczy widziały już trochę gorzej ,ale nadal tak jak w dzień. Kiedy byłam mała to bałam się tego lasu. Teraz przychodzę tutaj aby zaczerpnąć świeżego powietrza ,zwłaszcza w nocy. Pamiętam jak to było :

- Tato ,czy duchy istnieją?

- Nie wiem ,dlaczego pytasz?

- Bo gdy byłam w tym lesie to coś buczało. Tak strasznie buczało! Czy duchy buczą?

- Wątpię ,kochanie.

- To co robią?

- Tego też nie wiem.

- Bo coś buczało! Tam w lasku! - wskazałam las.

- Chodź sprawdzimy.

- Nie! Ja tam nie idę! Nie! - zapierałam się nogami i rękami ,ale w końcu poszłam. Pod warunkiem ,że tata mi kupi jakąś zabawkę. Oczywiście znali nas już w sklepie zabawkowym tak dobrze ,że mówili nam po imieniu. A to ,że jest jeden sklep zabawkowy całą okolicę ,tym bardziej powinnam dostać wtedy kartę stałego klienta

- Tato ,a czy tutaj są duchy?

- Na pewno nie ma.

- Mówiłeś ,że nie wiesz czy istnieją.

- Jeżeli są to na pewno nie tutaj.

Buczenie stawało się głośniejsze.

- To za krzakiem! - wrzasnęłam i schowałam się za tatą.

- Nie bój się. Zaraz sprawdzimy co to.


Tata odsunął liście. Ku moim oczom ukazał się... Ul.

- Tatusiu ,co to?

Tata odsunął się od krzaku.

- To pszczoły. A to ich domek. Musiał spaść. Chodź uciekajmy zanim nas pogryzą.

- Nie! Ja chcę zostać... - Uniosłam ul nad głowę taty. Fruwający ul. Wspaniale.

- Co ty robisz?

Zauważyłam ,że jeżeli się skupię to mogę coś unieść do góry za pomocą siły woli. Niestety wtedy szybko moje całe ciało stawało się fioletowe. Więc stałam tak przed tatą fioletowa i utrzymując ul w powietrzu.
Po tym wydarzeniu strasznie bolała mnie głowa. Pojechaliśmy do lekarza i przypisał mi leki ,ale ból nie ustawał. Dlatego teraz nie korzystam z tej zdolności ponieważ męczyłam się z bólem przez kilka tygodni.
Ale wróćmy do dzisiejszego dnia.
Szłam przez las. Było zupełnie ciemno. Pobiegłam przed siebie. Do domu. Nie było daleko. Nie czułam się dzisiaj komfortowo w tym lesie. Zmieniłam bluzę w kurtkę. Tata pewnie się bał o mnie. Powiedziałam mu ,że wrócę o 19:30. Tym czasem chodziłam po mieście ,szukając wampirzego nastolatka. To było dość... Nie wiem jak to określić. Ledwo co go zobaczyłam ,a już chciałam szukać. Szłam każdą możliwą drogą od szkoły w nadziei ,że gdzieś go znajdę. To na dworzec autobusowy ,to na plac budowy. Nigdzie go nie było. Przeszukałam każdą drogę do szkoły. Nic. Już myślałam jakie mu zadam pytanie : Dlaczego uciekłeś? Dlaczego nie chciałeś rozmawiać?
Dość! Nie będę uganiać się za obcymi. Mało tego. Nie będę się uganiać za obcymi wampirami. Tata by mnie chyba prześwięcił gdyby się dowiedział co zrobiłam. No ,ale on ma swoich wampirzych kumpli ,a ja nie mam.
Ukazał mi się przed oczami dom. Już miałam podjeść ,gdy przyszła mi pewna myśl. Tata będzie przepytywał. Trzeba coś wymyślić. Chwyciłam klamkę. I... Raz się żyje.

- Hej tato.

Tata siedział na fotelu i oglądał wiadomości.

- Co tak długo? Mówiłaś ,że skończy się koło dwudziestej. A mamy dwudziestą pierwszą trzydzieści.

- No... Trochę się przeciągnęło i no musiałam zostać ,bo... No tak nie ładnie wychodzić i no... Lecę na górę bo mam wenę twórczą na wiersz i no... Pa! - poleciałam na schody.


- Czekaj. Kitujesz mnie. Powiedz prawdę.

Pomyślałam i no dobra ,skoro chce prawdy.

- Więc tak. Byłam na dyskotece ,zrobiłam sobie buty które widziałam w gazecie ,okazało się ,że są to jedne z najdroższych butów na świecie i musiałam szybko je zmienić. Potem spotkałam wampira ,mniej więcej w moim wieku ,który robił wielkie oczy na mnie ,a ja na niego i szukałam go przez kilka godzin nie znalazłam go i biegałam na korytarzu.


- Mówiłem ci żebyś mnie nie kłamała. Idź na górę ,teraz kłamstwo przychodzi ci łatwo. Mam nadzieję ,że to się zmieni.


Nawet kiedy mu mówię prawdę to mi nie wierzy. I co ja mam zrobić? Pójść na górę i rozmyślać. Jutro czeka mnie długi dzień. Super.
Casterwill
 
Posty: 981
Dołączył(a): niedziela, 18 grudnia 2011, 19:32

Postprzez » piątek, 13 stycznia 2012, 16:33

 


Powrót do Hydepark

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość